poniedziałek, 15 lutego 2016

CZYM JEST DOM BEZ KOTA?

Pytanie z tytułu posta to cytat Marka Twaina: "Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?". Idealnie pasuje przed zbliżającym się Światowym Dniem Kota.

Jak brzmi odpowiedź? Dla każdego inaczej. Ja mogę podpisać się pod słowami: "Dom bez kota jest tylko zwykłym mieszkaniem".  Nie wiem, kto jest ich autorem. Cytat ten często pojawia się na różnych ozdobnych tabliczkach, które można kupić w sklepach z pamiątkami. Ja pewnie też prędzej czy później sobie takową kupię albo, co jest jeszcze bardziej prawdopodobne, sama stworzę. :)

Kilka lat temu dostałam od koleżanki książeczkę, w której też jest odpowiedź na tytułowe pytanie. Mam na myśli cytat: "Dom jest pusty bez odgłosu kocich łap". Druga koleżanka dała mi świecznik z napisem: "Tam dom Twój, gdzie Kot Twój". Jakie to wszystko prawdziwe! :)

Kocie nawiązanie na zdjęciach pojawia się na bluzce. Koty w wersji kowbojskiej - w butach kowbojkach, kapeluszach i z bandankami. To jeden z moich ulubionych kocich motywów. Niestety, udało mi się go upolować raz w życiu na bluzce znalezionej w second handzie. Inne koszulki z takowym motywem też bym chętnie przytuliła. :)


  • bluzka -second hand
  • spódnica -second hand
  • sandały -Graceland (Deichmann)
  • bransoletka -SIX
  • kolczyki -Glitter






 
 

piątek, 12 lutego 2016

WSIĄŚĆ DO POCIĄGU...

Przeglądając cytaty natknęłam się na słowa jednego z moich ulubionych pisarzy, Carlosa Ruiza Zafóna: 
"- Wie pan, któregoś dnia budzi się pan rano i uświadamia sobie nagle, że wszystkie pociągi już odjechały.
- Zawsze jest jakiś pociąg, do którego jeszcze można wsiąść. Zawsze."

Jakże mądrze powiedziane! Słowa pochodzą z książki "Więzień nieba". Tej akurat nie było mi jeszcze dane przeczytać, chociaż jej zakup mam od dawna w planach (doceniam biblioteki, ale lubię mieć swoje książki).

I chociaż pociąg jest w powyższym cytacie piękną metaforą, nawiązanie w zdjęciach będzie dosłowne. Czyli peron i tory mojego ulubionego dworca w Orzeszu. Akcenty wężowe nowością u mnie też nie są. Tym razem "trochę" się ich zebrało - na bluzce, na butach, pierścionek, bransoletka i kolczyki. :)


  • bluzka -second hand
  • spodnie -Terranova + DIY (zrobiłam z dzwonów rurki, dodałam ćwieki)
  • kurtka -second hand
  • buty -n/n
  • torba -n/n
  • pasek -second hand (odprułam koraliki)
  • pierścionek -Glitter
  • bransoletka -n/n
  • kolczyki -kupione na jarmarku świątecznym we Wrocławiu ( w 2008 chyba^^)

P.S. Zamówiłam właśnie książki Zafóna: "Więzień Nieba" (wersję z opowiadaniem "Książę Parnasu") i "Marinę". Czyli te dwie, które mi brakowały do przeczytania. :) 













środa, 10 lutego 2016

O CO CHODZI Z TYM ŚLEDZIKIEM?

Oczywiście ten post miałam stworzyć wczoraj. Ale jak to w Ostatki (i nie tylko) bywa, zadzwonili znajomi i namówili mnie na wspólne świętowanie. Więc wczoraj było towarzysko a post nie zając, piszę go dzisiaj. 

Zastanawiałyśmy się wczoraj z koleżankami z pracy,  dlaczego na Ostatki mówi się Śledź. Pomocny, jak zawsze w takich sytuacjach, okazał się wujek Google, który zaprowadził mnie aż na Pomorze. W ciekawym artykule Ludmiły Jezierskiej (na podstawie „Polskie obrzędy i zwyczaje" Barbary Ogrodowskiej) otrzymałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie.

Zacznijmy może od samego karnawału. No właśnie - cóż oznacza nazwa? Z łacińskiego CARO to mięso a VALE -bywaj. Czyli nasz karnawał to nic innego, jak  pożegnanie mięsa a wraz z nim wszelakich zabaw i uczt oraz nieuchronne zbliżanie się Wielkiego Postu.

Najbardziej szalony okres karnawału przypada na dni od Tłustego Czwartku aż do Śledzika. W dawnej Polsce karnawał nazywano zapustami.  Ostatnie trzy dni karnawału nosiły także staropolską, jakże ciekawą, nazwę mięsopust (od słów mięsa opust – czyli pożegnanie, opuszczenie, pożegnanie mięsa). Nazywano je również ostatkami, kusymi (diabelskimi) dniami, kusakami oraz dniami zapuśnymi. W polskich wsiach najhuczniej obchodzono właśnie ten okres od Tłustego Czwartku. Dzień ten upływał głównie na jedzeniu i piciu. Podawano kaszę, kapustę ze skwarkami, słoninę i sadło. Na stołach bogaczy pojawiało się oczywiście również mięso i różne kiełbasy.  Nigdzie nie mogło zabraknąć smażonych na tłuszczu słodkich racuchów, blinów i pampuchów oraz lepszych i delikatniejszych ciast, pączków i chrustów, zwanych też faworkami. A Tłusty Czwartek to był dopiero początek hucznych zabaw. W tym okresie starano się wytańczyć i wyśmiać oraz najeść przed nadchodzącym postem. Urządzano potańcówki, przebierano się, wkładano maski. W przebraniach odwiedzano sąsiadów, co zgodnie z przesądem oznaczało, że wraz z takimi gośćmi, w domu zagości dostatek i urodzaj. Po ulicach biegali mężczyźni poprzebierani za kobiety, czarne, rogate diabły i inne cudacznie przyodziane postacie, zaczepiając przechodniów, porywając ich do tańca, ściskając i całując, a przy okazji czerniąc im twarze i ubrania sadzą.
Innym dość ciekawym zwyczajem na Pomorzu były rybackie zeszewiny. Uczestnicy zabawy huśtali się w sieci, z której należało się szybko wyplątać. Kto zostawał w sieci ostatni, stawiał kompanom beczkę piwa. Musiało być wesoło. :)

  
Jednym z ostatnich znaków nadchodzącego Wielkiego Postu był garnek z żurem, we wtorek o północy wnoszony do karczmy, w której odbywało się ostatnie, zapustne granie.
I tutaj wreszcie pojawia się motyw ŚLEDZIA. Czasem wnoszono śledzia na patyku, rybi szkielet lub śledzia wyciętego z tektury. Oznaczało to, że nastał już Wielki Post, a  żur i śledź zajmą główne miejsce w codziennym jadłospisie. Jeśli opornym zabawowiczom trudno było zaprzestać tańców, pomagał im w tym Łachmaniarz, który wkraczał do karczmy ze śledziem w dłoni i rozpędzał niesforne towarzystwo. Czasem Łachmaniarzowi towarzyszył Diabeł, który za karę raczył ostatnich maruderów bardzo słonym śledziem, zapowiadającym wielkopostne ograniczenie jadła. Stąd dziś wtorek przed Popielcem często nazywamy śledzikiem.
 
Jednak nawet ci najzagorzalsi tancerze w Środę Popielcową stawiali się grzecznie w kościele, sypiąc głowy popiołem i żałując za grzechy.

...tak więc przybliżyłam i sobie (wczoraj) i Wam (teraz) staropolskie tradycje. Nie miałabym nic przeciwko odnowieniu niektórych z nich. A może by tak w przyszłym roku zrobić śledzikową imprezę? :)


  • bluzka -second hand
  • spódnica -z wymiany na Facebooku
  • sandały -Lasocki
  • bransoletka -Carry
  • kolczyki Terranova 





























poniedziałek, 8 lutego 2016

CZARNA JEANSOWA KURTKA KISS

No to czas na DIY bo dawno nie było.

Tę kurtkę przerabiałam jakiś rok temu. Już w sumie jej nie mam. Ale jakoś nie doczekała się wcześniej upublicznienia na blogu.

Katanę kupiłam w second handzie. Z myślą o jakimś DIY oczywiście. Mia sprawdza wytrzymałość materiału.



"Ekran" zrobiony z koszulki mam z wymiany na Szafie.pl. Niestety, był uszkodzony, ale na szczęście miejsce do przyszycia było węższe, więc udało się ukryć dziurkę.










Ozdoba, którą postanowiłam przyszyć na kieszeń z przodu, to metka z jednej z koszulek KISS. 





No i nie byłabym sobą, gdybym nie dodała choć kilku ćwieków. :)





Kurtka gotowa! :)








sobota, 6 lutego 2016

OSTATKI

Po baaardzo krótkim karnawale przyszedł czas na Ostatki. Oficjalnie są oczywiście we wtorek, ale większość znajomych świętuje je dzisiaj. Ja też miałam być w tej grupie. Niestety, od tygodnia towarzyszy mi przeziębienie, które zmusiło mnie do pozostania dziś w domu...

Wszystkim oczywiście życzę udanej zabawy. I nie zapomnijcie wypić za moje zdrowie! :)

  • gorset -second hand
  • spodnie -Mohito
  • buty -Lasocki
  • bransoletka -n/n







piątek, 5 lutego 2016

Z PRZYMRÓŻENIEM OKA

Pamiętacie "nogi lisa" z posta WHAT DOES THE FOX SAY? Tym razem dla żartu założyłam te ocieplacze na buty do zimowego stroju. W ramach eksperymentu. :) Po mieście bym tak nie biegała, ale lubię bawić się ubiorem. Jak wyszło? Oceńcie sami. :)

  • kurtka -second hand
  • szal -second hand
  • sweter -n/n 
  • buty -Mango
  • ocieplacze na buty -second hand

...a ja powiem tylko tyle: chciałam być na Sylwestrze lisem - byłam lisem. :)  Na pewno w tych ocieplaczach na drodze mnie nie spotkacie. ^^