poniedziałek, 4 lipca 2016

Z WIELKIEJ RACZY DO SOLI 19.05.2016



W maju wrzucałam fotorelację z wyprawy na Wieką Raczę. Dopiero dzisiaj wrzucam zdjęcia z dnia następnego. Trasa wiosła z Wielkiej Raczy przez Małą Raczę, Przełęcz pod Orłem, Przełęcz Śrubitę, Bugaj, Abramów, Jaworzynę, Kikulę (numer dwa), Przełęcz pod Banią, Przegibek (tu chwila odpoczynku przed schroniskiem), a dalej Masarki, Rycerkę Górną i Dolną (tutaj szliśmy doliną) i na koniec przez górę Łysicę do Soli. Widoki były, moim zdaniem, jeszcze piękniejsze niż poprzedniego dnia. Miałam problem, które zdjęcia wybrać. Łapcie więc chociaż namiastkę tego, co było nam dane zobaczyć. :)






























JEANSOWE SPODENKI Z ĆWIEKAMI

Tym razem przerobiłam spodnie. Jedne z moich ulubionych, w których bardzo dużo chodziłam. Pojawiły się także na blogu, m.in w poście Londonmania.


Niestety, jeansy mają to do siebie (w sumie nie tylko jeansy), że po czasie się przecierają. Te początkowo chciałam ratować, jednak przetarć było zbyt dużo, więc zdecydowałam się zrobić z nich szorty.


Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby skończyło się tylko na obcięciu nogawek.


Najpierw je wystrzępiłam...


...a potem dodałam ćwieki.  Czyli podobnie jak w przypadku spodenek, które robiłam sobie w 2014 na festiwal Masters of Rock. Specjalnie w tym celu kupiłam wyćwiekowany pasek.


Na pasku były trzy rodzaje ćwieków. Tutaj Mia pomaga wybierać te najbardziej pasujące. Zdecydowałam się na ćwieki w kolorze ciemnosrebrnym. Pozostałe już niebawem zobaczycie na innych przerobionych przeze mnie strojach.


A tutaj już efekt końcowy. Początkowo miało być symetrycznie, ale ostatecznie zdecydowałam się na różne rozmieszczenie ćwieków po obu stronach nogawek. 




piątek, 1 lipca 2016

CZERWIEC POD HASŁEM IMPREZ RODZINNYCH

Ten post miał się ukazać ostatniego czerwca. Ale nie pierwszy raz zajęcia dnia codziennego spowodowały zmiany, więc wrzucam z lekkim poślizgiem. :)

No to czerwiec mamy za sobą. Ten miesiąc zawsze kojarzy mi się ze spotkaniami rodzinnymi, bo obie babcie mają urodziny właśnie w czerwcu. No, w czasach edukacji kojarzył mi się oczywiście radośnie z zakończeniem roku szkolnego lub potem, mniej radośnie, z sesją egzaminacyjną na studiach. Teraz to już tylko wspomnienia. Za to urodziny obu babć świętujemy nadal. :) Jedna miała urodziny 12go a druga 28go. I z tej pierwszej imprezy zamieszczam dziś zdjęcia. Trochę z humorem, bo podczas spaceru z dzieciakami na plac zabaw, załapałam się na zdjęcia w szpilkach "na siłowni". :)

Jakość jest tragiczna, bo wszystkie zdjęcia na dworze zostały wykonane mały mkompaktowym aparatem. Nie zawsze chce mi się dźwigać ciężary w postaci mojego ukochanego Nikona D 90. ^^


  • sukienka -Szafa.pl (Mango)
  • buty -5th Avenue (Deichmann)
  • torebka -Orsay
  • kolczyki -H&M
  • bransoletka -Camieu
  • pierścionek -SIX

















POŁYSKUJĄCA BRANSOLETKA

Zaplanowany na wczorajszy wieczór post sobie poczeka, za to wrzucam kolejne DIY.

Po walce z szafką i papierem ściernym (dzisiaj ciąg dalszy, a efekt, być może, pokażę na blogu), postanowiłam zrobić sobie bransoletkę. Kupiony za grosze w tym celu zestaw od kilku dni leżał na półce i czekał, aż coś z niego zrobię.


Mia też musiała obejrzeć "budulec"...


...i sprawdzić łapką jego wytrzymałość.


Nie było to planowane, ale tak się złożyło, że akurat, kiedy miałam się bawić w tworzenie bransoletki, zaczął się mecz Polska - Portugalia, w którym graliśmy o wejście do półfinału. Skupiona na koralikach, meczu nie oglądałam, ale cały czas słuchałam komentatorów. A skoro mecz, to było i piwko i paluszki. Tak tak, je  Miunia też musiała sprawdzić (lubi słone produkty).




Ok, wracamy do bransoletki. Koraliki nawlekałam na żyłkę jubilerską. Ze względu na ich niewielkie gabaryty, wybrałam żyłkę o grubości 0.4.


Robiłam z nich cienkie bransoletki. Aby żyłka się nie rozwiązywała (jest śliska), wiązanie umacniałam klejem Kropelka. Dla niedowiarków, jest zdjęcie z meczem w tle. :)


Ostatecznie powstało pięć bransoletek, które na końcu spięłam chwostem. Ten pochodzi z naszyjnika, w którym był już nadmiar ozdób i chwosty robiły przesadzony efekt.


Tak, tak. Chwost też został sprawdzony przez Mię. Został nawet na chwilę porwany w pyszczku, ale nie zdążyłam na zdjęciu uchwycić tej kociej ucieczki.



No i gotowe! Ze względu, na to, że koraliki są takie drobne, nawlekanie ich trwało dłużej niż w przypadku innych bransoletek. Zrobienie całości zajęło mi cały mecz plus dwie dogrywki, bo po naszym spektakularnym golu strzelonym przez Roberta Lewandowskiego na samym początku meczu i zremisowaniem przez Portugalczyków, nadal był remis.




Przyznam, że na koniec nawet mi (!) się udzieliły piłkarskie emocje. Rzuty karne już oglądałam. I pomimo, że nie udało nam się wejść do półfinału, muszę przyznać, że polska reprezentacja zrobiła kawał  dobrej roboty. Jeszcze raz, BRAWO NASI! :)